wtorek, 13 grudnia 2016

Dziewczyna taka jak ja - Rozdział VIII

Po odejściu Scotta zrobiło się trochę niezręcznie. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Madeleine siedziała niczym niewzruszona, co oznaczało, że na pewno coś wie. Ktoś musiał przerwać tą ciszę, ale nie wiedział jak.
- Cześć dziewczyny! Co tam? - zapytała Lily, która postanowiła przyjść, aby zobaczyć znajome twarze - O! Meredith! Nie spodziewałam się ciebie tutaj. Czy coś się stało? Wszystkie jesteście takie dziwne.
- No chyba. Tak bardzo tego nie widać tępaku? - odgryzła jej się Madeleine. Trochę ostra reakcja, ale u niej to normalne.
- No właśnie widać, ale z jakiego powodu? O co tu chodzi?
- Scott był tutaj. Zrobił aferę. Koniec historii.
- Scott? Ten Scott? Przecież nie widziałam, żeby on i Hayley mieli między sobą jakąś więź.
- Nie spodziewałam się, że będę musiała do tego wracać.
- Jak nie chcesz Hayley o tym mówić, to nie musisz - zmartwiła się Madeleine i popatrzyła smutnymi oczami na swoją przyjaciółkę.
- Ale właśnie chcę. Oprócz Madeleine żadna z was o tym nie wie. Mogłyście tego nie zauważyć, bo przez sytuację ze Scottem postanowiłam pójść na inny uniwerek, aby mieć świeży start, ale nie spodziewałam się, że przyjdzie na tą samą uczelnię, co ja. Że przeprowadzi się do Newell. Jak widać świat jest mały.
- Dobrze, to ja będę się zbierać - powiedziała Meredith. - Ta rozmowa mnie nie dotyczy.
- Ale zaczekaj! Przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? - zapytała Lily.
- Przyjaciółmi? Chyba za wcześnie na to. To prywatna sprawa Hayley. To, że wam nie powiedziała znaczy to tyle, że albo nie chciała was martwić albo wam nie ufa. Jedno z dwóch.
- Że co?
- To co słyszysz. Też istnieje trzecia możliwość. Chciała sama rozwiązać ten problem, a po podjętych decyzjach, kiedy ją to przytłoczyło powiedziała Madeleine, którą na pewno zna dłużej niż was. Mylę się?
- No nie, ale...
- Prowadzi nas to do tego samego. Jeśli uważa was za przyjaciółki to powinna powiedzieć o tym wszystkim, a nie tylko jednej. Nie interesują mnie jej motywy, ale nie mam zamiaru słuchać jej wyjaśnień, w których będzie wybielać siebie, a zrzucać winę na Scotta za swoje decyzje, zachowanie itd. Trzymajcie się!

Meredith odeszła razem ze swoim napojem. Może byłam trochę za ostra? Nie mogę tak uważać. Powiedziałam, co myślę. Czekałam na odpowiedni moment i tyle. Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, ale szybko przestała się tym przejmować. Ze swoimi zdobyczami z księgarni oraz napojem postanowiła udać się do domu, aby je jak najszybciej przejrzeć. Ciekawe, jaki świat mnie dzisiaj pochłonie?

Hayley trudno było zacząć. Jej mina o tym doskonale świadczyła. Zagubienie i szybkie zbieranie szczegółów w głowie, które choć trochę wyjaśniłyby zaistniałą sytuację. Musiała stawić czoła prawdzie.

- No dobrze, zacznijmy od początku...

Hayley, Cameron i Scott od dzieciństwa byli przyjaciółmi. Znali się jak łyse konie. Taka przyjaźń zdarzała się raz na milion. Poznali się na jednym podwórku. Kiedy Hayley stawiała czoła trzem osiłkom próbującym zabrać jej zabawki z piaskownicy Scott stanął w jej obronie.
- Zostawcie ją! Nic wam nie zrobiła!
- Głupek! Teraz ty dostaniesz!

Bili go długo. On zwijał się w kłębek, ale odzyskał jej wiaderko, grabki, łopatkę oraz foremki. Brudny, poobijany, ale szczęśliwy Scott oddał jej rzeczy. Od tego momentu byli już nierozłączni. Kilka dni później przyjechał nowy chłopak - Cameron. Był markotny, małomówny i powolny we wszystkim co robił. Wyglądał tak, jakby nic go nie obchodziło, ale czuł spokój mając tą pełną przeciwieństw jak też i podobieństw dwójkę - Hayley i Scotta. Przy nich każdy dzień był inny. Bardziej kolorowy niż poprzedni. Przykładowo sytuacja na zakupach, gdzie wybierali prezent dla Camerona:

- Nie, ja chcę wziąć mu figurkę surfera. Jest związana z jego zainteresowaniami i w ulubionym kolorze.
- Wcale, że nie. Nowa gra wyszła na konsolę. Horror. On musi zagrać w "Pogromcę zombie. Powrót Mistrza". Uwielbia tą serię. Figurkę postawi i zapomni, a tu przynajmniej sobie pogra.
- Nie, postawi sobie na biurku i będzie mógł na nią patrzeć i przypominać moment, w którym ją dostał. Uważam, że wspomnienia są ważniejsze niż jakaś gra, którą może rzuci po pięciu minutach.
- Kupujemy mu grę i koniec. To będzie jego prezent.
Przekomarzali się przez kilka minut dodatkowo krzycząc na siebie, co sprawiało, że z perspektywy przeciętnego obserwatora sytuacja była co najmniej komiczna.
- Bierzemy figurkę i koniec. On ma za niedługo zawody, więc pewnie chce mieć talizman, dzięki któremu wygra.
- Nie, on wygra dzięki umiejętnościom, a nie jakąś figurką.
- Gra może się zniszczyć przez użytkowanie, a taka ozdoba nie dość, że przyciągnie uwagę to jeszcze będzie mu przypominać o sporcie, który kocha, dlatego ją weźmiemy.
- Dobrze, to każdy z nas kupuje osobno.
- Hmph - prychnęła Hayley i poszła w swoją stronę i Scoot zrobił to samo.

Przy kasie okazało się, że niestety nie mają odpowiedniej ilości pieniędzy, aby kupić te dwie rzeczy. A jak połączyli kwotę to akurat starczyło im na tą figurkę, na którą uparła się Hayley. Tą walkę wygrała ona i prawie każdą inną też.

Lata mijały, a oni ciągle się poznawali na nowo. Wspólnie robili praktycznie wszystko. Śmiali się, wychodzili na plażowe imprezy oraz spędzali czas. Była jedna szczególna rzecz, która ich łączyła - gry oraz horrory. Uwielbiali dreszczyk emocji i adrenalinę krążącą w żyłach. Wtedy człowiek wiedział, że żyje. Poza tym robili to razem. I to było piękne. Jakby to było możliwe to zamieszkaliby razem i trwali tak jak teraz. Ale coś się zmieniło...

- Cameron, ale jak to wyjeżdżasz?
- Normalnie. Przeprowadzam się. Zmieniam szkołę. Nic niezwykłego. To i tak cud, że zostałem tutaj tak długo. Te lata były cudowne, bo spędziłem je z Wami. Hayley i Scott, dziękuję wam za wszystko. Na pewno na studia tu wrócę i będę surfować, a wy nie kłóćcie się jak zazwyczaj, gdy mnie tu nie będzie. Przeżyjcie.

Na koniec przytulił ich, życzył powodzenia i udał w swoją stronę. Od tego momentu nic nie było tak samo. Ale zmiany są dobre, prawda?

Hayley i Scott zakochali się w sobie, choć na początku nie byli tego świadomi. Spędzali ze sobą taką samą ilość wolnego czasu, ale każde z nich podświadomie zaczęło odczuwać chęć przypodobania się. Hayley ubierała się tak ładniej i za pomocą makijażu podkreślała swoje atuty. Dodatkowo ściągnęła okulary, które zwykła nosić, aby pokazać swoje piękne oczy.. On z kolei też zaczął bardziej o siebie dbać niż zazwyczaj i zauważać zmiany jakie Hayley wprowadzała. Komplementował ją i zapraszał też w miejsca, gdzie w pełnym gronie na pewno by nie poszli.

W urodziny Hayley, Scott przebił samego siebie. Zaprosił ją na kolację we dwoje na plaży. Sam przygotował każde danie. Zadbał też o odpowiedni nastrój i muzykę oraz prezent w postaci wisiorka z pierwszymi literami ich imion połączonych w sercu.

- Dziękuję Scott. Nie wiem co powiedzieć. To najcudowniejsze urodziny w życiu. - Przytuliła go najmocniej jak tylko mogła i poprosiła o pomoc przy założeniu łańcuszka.

Odgarnęła swoje długie i niesforne włosy, aby ułatwić mu dostanie się do szyi i założenie nowej biżuterii. Przybliżył się ostrożnie i traktował tak, jakby była jajkiem. Delikatnym tworem, który trzeba chronić przed światem. Kiedy łańcuszek był już tam, gdzie powinien Hayley postanowiła zaryzykować. Będąc jak wzburzone morze - totalnie nieprzewidywalne  - przyciągnęła Scotta bliżej do siebie korzystając z tego, że do koszuli hawajskiej założył krawat tworząc pozory elegancji, ale to tylko ułatwiło jej realizację planu. Pocałowała go z uczuciem, jakim go darzyła. Odpowiedział jej tym samym, choć na początku był totalnie zszokowany. Najpiękniejszy dzień. Jednak kocham tego idiotę - pomyślała Hayley, która od zawsze żyła tylko chwilą. Skorzystała z okazji, którą dał jej los i cieszy się, że ją złapała.

- Hayley, tego się nie spodziewałem. Myślałem, że to ja przejmę pałeczkę i pocałuję cię pierwszy.
- A widzisz? Jednak nie - pokazała mu język i pobiegła w stronę oceanu śmiejąc się jak dziecko.
- Hayley Archer, wracaj tu!
- A co jeśli nie chcę?
- Zaraz cię złapię. Nie uciekniesz mi! Nigdy nie byłaś w tym dobra.
- W uciekaniu? Chyba pomyliłeś mnie ze sobą! Hahaha, złap mnie, jeśli potrafisz!
- Dobrze, podejmuję wyzwanie!

Gonili się po plaży przez jakiś czas. Ona zwinnie uciekała przed nim, a on niezdarnie biegał po piasku wśród chłodnych objęć wody, aż w końcu ją złapał i przyciągnął do siebie jak najbliżej. Dziękował wszystkim siłom nadprzyrodzonym, że Cameron wyjechał oraz że Hayley darzy go uczuciem. Nie mogło być lepiej.

- Kocham cię Hayley Archer.
- Ja ciebie również, Scotcie Wayne.

Myślicie, że taki obrazek był zawsze?
Reszta w następnym rozdziale.
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz