Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, miastami, ulicami i blokami mieszka pewna dziewczyna. Jest taka jak ja, a na imię jej Meredith Hanson. Stara się nie wyróżniać z tłumu. Zawsze siedzi w ostatniej ławce i z książką w ręce. Uwielbia kryminały, thrillery i horrory. Może nawet w przyszłości napisze własną historię – kto wie. W każdym razie zacznijmy od początku…
Nasza bohaterka mieszka razem z babcią na wsi Lakes of Four Seasons. Ma ona problemy ze zdrowiem, a to odosobnione miejsce jest dla Meredith idealne. Pełno zieleni, jezior i ciszy – dziewczyna uwielbia to. Mogła tam zostać na zawsze. Jednakże przez kaprys jej bogatego ojca, który zakłada kolejną filię jego firmy elektronicznej, będzie musiała znowu przywyknąć do nowej rzeczywistości. Kiedy jej uszy przyzwyczajone są do zaledwie 20 dB hałasu i jedynym dźwiękiem jest muczenie krowy czy przejeżdżający traktor to trudno przestawić się na dużą ilość… wszystkiego. Meredith jest przerażona tym pomysłem, ale nie ma w tej kwestii nic do gadania. Nawet jej babcia Sassy, która jest „uparta”, jak tłumaczone jest jej imię nie wygrała walki o wnuczkę. Po telefonie ojca musiała pożegnać się z dotychczasowym życiem i jedyną przyjaciółką Erica.
- Na pewno będę do ciebie dzwonić Eri – mówiła przez płacz Meredith starając się uśmiechać, ale nie bardzo jej to wychodziło. Nie lubiła tych momentów pożegnań. Miała ich zdecydowanie za dużo.
- Ja też Mer, nawet kilka razy dziennie, żebyś wiedziała, że nie zapomniałam – przytuliła ją, a Meredith odwzajemniła uścisk.
Zanim wsiadła do samochodu, odwróciła się i pomachała swojej przyjaciółce na pożegnanie. Wzięła ze sobą niewiele rzeczy, bo resztą miała się zająć firma przeprowadzkowa. Na sam koniec pożegnała ją babcia Sassy, która tak bardzo chciała mieć przy sobie wnuczkę. Ze swoim synem rozmawiała wiele godzin, ale przegrała tę walkę i musiała oddać ją w ręce wielkiego miasta i jej ojca. Na sam koniec, jak już miała odjechać powiedziała jej:
-Pamiętaj o mnie Meredith. Odwiedź mnie jeszcze kiedyś to zagramy sobie partyjkę w brydża.
- Oj babciu, na pewno do Ciebie przyjadę! Pewnego dnia z Tobą wygram – również ją uściskała i teraz mogła wsiąść do samochodu.
To będzie długa podróż – pomyślała. I tak też było. Kilka godzin jazdy na lotnisko i dwa loty, aby dotrzeć do Newell. Tylko czy było to tego warte?
Dowiecie się w następnej części.
Trzymajcie się,
ELO.
0 komentarze:
Prześlij komentarz