czwartek, 27 października 2016

Dziewczyna taka jak ja - Rozdział II

Cześć!

Tak słowem wstępu chciałam wyjaśnić, że jest to druga, większa rzecz, którą robię na tym blogu, czyli opowiadanie. Razem ze wspomnianymi przeze mnie osobami w dedykacji,czyli z Moniką, Wiktorią, Klaudią, Asią i Dominiką je tworzę. Dokładnie to one stworzyły postacie, które będzie można poznać zarówno w historii jak i w osobnych metryczkach, które im stworzę w późniejszym czasie.

To nie pozostało nic innego, jak rozpocząć II rozdział przygód głównej bohaterki Meredith.

Trzymajcie się,
ELO.

BEZ ODBIORU!

Był ciepły dzień lata. Jazda wspólnie z ojcem w jednym aucie dla Meredith była czymś dziwnym i niespotykanym. Kierowca czarnego SUV-a miał za zadanie z wsi Lakes of Four Seasons zawieść ich na lotnisko, z którego odlecą prywatnym samolotem w kierunku Newell. Jednakże po drodze czeka ich przesiadka w mieście Big Pine, żeby wreszcie dotrzeć na miejsce przeznaczenia. Piętnaście godzin lotu to niesamowita męczarnia.
Siedzieli na tyłach samochodu i nic do siebie nie mówili, jakby się nie znali. Meredith robiła wszystko, aby być cicho. Sprawdzała swoje ulubione blogi książkowe oraz, co się zmieniło w świecie muzycznym. Dni u babci Sassy należały do tych szczęśliwych. Obydwie uwielbiały grać w gry karciane oraz gotować i piec oraz iść w tylko im znanym kierunku. To rzeczy, które je łączyły. Oprócz tego pokaźna biblioteczka w domu Sassy zawierała dużo książek, które miały zastąpić jej przyjaciół. Oprócz Eri nie miała nikogo innego, ale jej to nie przeszkadzało.
Nagle jej ojciec postanowił przerwać ciszę:

- Meredith, czy możemy porozmawiać? - zaczął niepewnie, jakby się czegoś bał. Meredith niezbyt poruszona jego pytaniem nie podniosła oczu na niego znad swojego interesującego czytnika pełnego książek. - To ważne, co chcę Ci powiedzieć. Możesz przerwać to co robisz w tej chwili?

Meredith najwidoczniej pochłonięta przez lekturę o robotyce nie słyszała, co się wokół niej dzieje. Jason - ojciec Meredith - zdenerwowany całą tą sytuacją, używa krzyku:

- MEREDITH! Mówię do Ciebie, więc słuchaj na litość boską!

Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu. Popatrzyła dookoła totalnie zdezorientowana. Nie wiedziała, co się dzieje, aż w końcu spojrzała na swojego ojca, który jednym telefonem odebrał jej wszystko, co miała, aby w procesie obdarowania prezentami zapomniała, dlaczego i po co to zrobił.
Wracając do Merdirh, wreszcie zareagowała:

- Co się stało Ojcze? - odpowiedziała jakby tej kwestii wyuczyła się na pamięć najbardziej obojętną formułkę w jej życiu.

Trochę zbiło go to z tropu. Nie wiedział, co na to odpowiedzieć, ale wystarczyła chwila, aby ogarnąć się i zacząć mówić składnie i logicznie.

- Meredith, jak wiesz będziesz mieszkać w Newell. Powodem, dla którego cię tu sprowadziłem jest to, abyś poznała trochę inny świat niż wieś. Żebyś miała pojęcie, ile możesz osiągnąć ze swoimi talentami.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież nigdy specjalnie się mną nie zajmowałeś. Liczyła się tylko ta Twoja firma.
- Ta MOJA firma, jak ją nazwałaś, daje pieniądze. Bez nich nie jestem w stanie żyć na takim poziomie, jak teraz. Dzięki MNIE możesz się rozwijać u boku najlepszych. Dlatego sprowadziłem cię tutaj, aby dać Ci możliwość nabycia wiedzy i potrzebnych umiejętności. Będziesz mieszkać w apartamentowcu na najwyższym piętrze. Chociaż tyle mogę ci dać na początek.

Meredith się przez chwilę nad tym zastanowiła. Ta wizja mieszkania w apartamentowcu była kusząca, jednakże coś jej nie pasowało. No właśnie, ona. Jak skromna i malutka dziewczyna może mieszkać w tak smutnej i pustej przestrzeni? To do niej kompletnie nie przemawiało. Miałaby wszystko dla siebie, a równocześnie nic, co nie dawałoby jej radości.

-Ojcze... - zaczęła Meredith - nie możesz wszystkiego załatwiać pieniędzmi. Całe życie mieszkałam u babci Sassy. Myślisz, że nie było mi tam dobrze? Miałam wszystko, co chciałam - książki, którymi się na co dzień otaczam, spokój, ciszę i jedyną przyjaciółkę Ericę. Nawet to mi zabrałeś. Twój egoizm nie zna granic. Nie sądzę, abyś zrobił to z powodu jakiś altruistycznych pobudek, aby mnie uszczęśliwić - zareagowała dość ostro, choć tego nie zamierzała.

Jeśli chodzi o ojca to Meredith zawsze tak reagowała. Pałała do niego sporą dawką nienawiści za to, że ją zostawił. Zawsze zastanawiała się, co by było gdyby jej rodzina była w komplecie. Kochała babcię Sassy i to bardzo, ale jej myśli zajmowało, tylko to, jak to jest żyć mając mamę, tatę i może rodzeństwo. Tego już się nigdy nie dowie. Może tylko napisać o tym mnóstwo teorii, dowiedzieć się tego z książek, które poruszały ten temat, ale nie nabędzie praktycznej wiedzy o tym zjawisku. Nie potrzebowała przyjaciół, ale ciepła rodzinnego i domu już tak.

Po tej rozmowie resztę drogę przebyli w ciszy, łącznie z lotami do Newell, ponieważ wtedy usilnie ignorowała własnego ojca, który próbował kupić ją prezentami, ale nie zaufaniem, miłością i zapewnieniami, że jest dla niego ważna.

Bez żadnego problemu dotarli na miejsce. Wyszła z samolotu i musiała się bardziej otulić szalikiem, aby służył jako poncho. Newell nie przywitało jej tak ciepło, jak mogłoby się wydawać. Lato zapomniało do tego miasta dotrzeć. Wiatr, chłód, szarość i ponurość - pierwsze wrażenia Meredith były jednoznaczne. Nie lubiła już tej betonowej dżungli. Na sam początek kiepsko ją przywitała.

Podążała za ojcem jak zombie. Nieznany rozległy teren z przeważającymi elementami w postaci drapaczy chmur za bardzo jej nie pocieszał. Wręcz przeciwnie - przytłaczał swoją wielkością i częstotliwością występowania. Jednakże była zbyt zmęczona, żeby je dokładnie zwiedzać. Kolejny samochód na nich czekał z ich szoferem:

- Dobry wieczór Panie Jason, Panienko Meredith.
- Witam Robercie. Zawieź nas do domu. Jesteśmy zmęczeni.
- Jak sobie życzysz Sir.

Meredith nie jest do tego przyzwyczajona. Będąc tyle lat u babci Sassy w Lakes of Four Seasons nie miała szofera, a posiadany przez nią oldschoolowy samochód z lat 80. XX wieku był niezastąpionym przyjacielem w dalekich podróżach. Większość czasu jednak, żeby gdzieś dojść potrzebowała nóg. A teraz? Ma nawet własnego szofera. Niesamowite.

- Ojcze, o co tutaj chodzi? Możesz mi wytłumaczyć, bo już kompletnie nic nie rozumiem.
- Dzieje się to co widzisz. Wszystko wyjaśnię ci jutro, bo widzę, że zasypiasz, więc jak dojedziemy na miejsce, obudzę cię.
- A długo jeszcze?
- Nie, już niedługo będziesz leżeć w nowym łóżku.

Meredith już nie odpowiedziała. Nie odczuwała takiej potrzeby. Patrzyła na mijający szary krajobraz przez szybę samochodu. Szybki wyjazd od babci trochę się na niej odbił. Już za nią tęskni. Zastanawia się, jak bez niej i jej przyjaciółki się tu odnajdzie? Ta ogromna przestrzeń ograniczona przez drapacze chmur zachęcająco nie wyglądała. W pewnym momencie jej oczy się zamykały i po prostu oddała się w objęcia morfeusza i zasnęła jak kamień.

Następnego dnia Meredith dość gwałtownie wstała. Zasnęła w tych samych ubraniach, w których była jadąc, a potem lecąc do Newell. Ostatnie, co pamięta to rozmowa z ojcem. Nie obudził mnie. jak mógł?! A obiecał... - pomyślała sfrustrowana i postanowiła wziąć długą i przyjemną kąpiel. Delikatnie wstała z łóżka i zaczęła się rozglądać wokół siebie. Pierwsze, co zrobiła, otworzyła szafę. Było w niej dużo ubrań dopasowanych do niej. Koszule w kratę, topy na ramiączkach, spodnie z dziurami, trampki oraz różne czapki to jej styl ubioru. Te rzeczy były wygodne i rzadko kiedy ubierała coś innego. Dziś nie mogło być inaczej.

Trochę zajęło jej szukanie łazienki, ale w końcu ją znalazła. To ogromne pomieszczenie z wielką wanną, różnymi szamponami, żelami i odżywką. Cudowny styl i aranżacja tego pomieszczenia sprawiły, że chce zostać tutaj jak najdłużej się da. Jednakże to co dobre to się szybko kończy. Trzeba było powrócić do rzeczywistości. Umyta, ubrana i uczesana w swój zwyczajny luźny warkocz mogła zejść na dół po schodach w stronę kuchni. Jej żołądek głośno krzyczał.

Myślała, że spotka tam ojca. Bardzo chciała z nim porozmawiać o tym wszystkim, ale jedyne co zastała to kartka:

"Meredith,
chciałbym, żebyś zmieniła o mnie zdanie, ale niestety aby to zrobić to musimy razem porozmawiać. Nie jestem w stanie Ci tego dać. Obowiązki wzywają. Będę za kilka dni. Jeśli czegoś potrzebujesz to Robert, szofer, którego poznałaś zawiezie cię tam, gdzie będziesz chciała.

Twój tata,
Jason".

"Twój tata, Jason" - wielkie słowa. Meredith prawie w ogóle go nie znała. Dla niej był tylko człowiekiem, kimś obcym, kto podaje się za jej ojca. Babcia Sassy dała jej więcej miłości i zainteresowania jej osobą niż on. Może ta cała przeprowadzka to pretekst do odnowienia więzi? Na razie początek nie zachwyca.

Meredith nie chce spędzić całego dnia w czterech ścianach. Postanowiła pozwiedzać i coś zobaczyć. Zjadła szybkie śniadanie, wypiła sok pomarańczowy i wyszła, ale to nie było takie proste. Do pokonania mnóstwo pięter. Ciekawe, na jakim mieszkam? Nacisnęła guzik wzywający windę i czekała.

Pięćdziesiąte piętro. Dość sporo do pokonania.

A co się stanie następnym razem?
Zobaczcie sami w kolejnym rozdziale.


Share:

2 komentarze:

  1. Fajna książka. Masz przyjemny styl pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Cieszę się, że Ci się podoba :)

      Usuń