Cześć!
Skończyłam właśnie zadania na studia, więc postanowiłam coś tu napisać, bo znalazłam chwilkę czasu i poczułam taką potrzebę. Będą tutaj dwa posty. Ten, który będzie moimi przemyśleniami i drugi, który zapoczątkuje coś większego.
Na początku chciałam coś wyjaśnić. Tego bloga traktuję czysto terapeutycznie. Pisanie pomaga mi wyzwolić swoje prawdziwe uczucia, o których rzadko mówię. Nie wiem, jak to jest, ale zawsze pod przykrywką kłębiących się we mnie zmartwień i silnych emocji pojawia się on - uśmiech. Nieważne, jak ciężko by mi było, zawsze wychodzi na pierwszy plan. Pokazuje, że ze mną wszystko w porządku i nikt nie musi się o mnie martwić. W środku natomiast dzieje się coś zupełnie odwrotnego. Wszystko, co złe jest we mnie i ten cały smutek nie potrafi wyjść. Na początku jest go niewiele. Wbrew pozorom radzę sobie z problemami całkiem nieźle. Najpierw próbuję sama się z nimi zapoznać i znaleźć jakiś złoty środek, który pomoże mi je rozwiązać. O problemach dość trywialnych mogę porozmawiać, jednakże gdy coś większego pojawi się na mojej drodze wolę najpierw stawić temu czoło sama, aby nie wciągać w to innych. Egoistyczne podejście, ale dla mnie jak najbardziej właściwe.
Druga sprawa. Myślicie, że to maska? Nie pomyliliście się! To właśnie ona, którą nazywamy uśmiechem. Jednakże to, co ją demaskuje, to oczy. One nigdy nie kłamią. W nich widzimy wszystko. Wczoraj tak miałam. Wspomniałam tylko o czymś. Niby sobie z tym już poradziłam, ale w oczach był tylko smutek i prawie płacz. Jedno spojrzenie mojej współlokatorki na mnie jak o tym mówię i od razu odruchowe przytulenie i głaskanie po włosach. Było trochę lepiej, ale dalej ciężko. Takich właśnie sytuacji wolę unikać, ale niekiedy sprawiają, że zauważamy znaczną poprawę w naszym samopoczuciu. Ja z kolei średnio jestem do tego przyzwyczajona. Nie jestem nauczona po prostu oddać się komuś w zupełności razem z wadami, zaletami i smutkami, żeby z kimś dzielić ciężary naszych istnień. Jest to dla mnie coś nowego, ale ciągle się tego uczę.
Trzecia sprawa. Wolę słuchać niż mówić o sobie. Jeśli jestem o coś niepytana, nie mówię. Nie lubię zrzucać swoich problemów na kogoś innego. Wtedy czuję, jakbym zabierała komuś szczęście, które miał w danej chwili, aby zajął się mną i moimi zmartwieniami. Kolejne egoistyczne podejście, ale dalej właściwe dla mnie.
Trudne momenty są w życiu każdego z nas. Zaskakują nas niespodziewanie i najczęściej wtedy, kiedy dzieje się coś dobrego. Wbijają nam nóż w serce, gdy się tego najmniej spodziewamy. Od mojej przyjaciółki usłyszałam historię, która wydaje się idealnym przykładem wpasowującym się w mój wpis:
"Jeden z moich przyjaciół, psychologów, podczas wykładu na temat zarządzania stresem przeszedł się po sali. Gdy podniósł szklankę z wodą, wszyscy pomyśleli że zaraz zada pytanie "czy szklanka jest w połowie pusta czy pełna". Zamiast tego, z uśmiechem na ustach, zapytał "ile waży ta szklanka?". Odpowiedzi były różne, od 200 g do 0,5 kg. Gdy skończyli, odpowiedział: Nie jest istotne ile waży ta szklanka. Zależy ile czasu będę ją trzymał. Jeśli potrzymam ją minutę to nie problem. Gdy potrzymam ją godzinę, będzie mnie boleć ręka. Gdy potrzymam ją cały dzień, moja ręka straci czucie i będzie sparaliżowana. W każdym przypadku szklanka waży tyle samo, jednak im dłużej ją trzymam tym cięższa się staje. Kontynuował: "Zmartwienia i stres w naszym życiu są jak ta szklanka z wodą. Jeśli o nich myślisz przez chwilę nic się nie dzieje. Jeśli o nich myślisz dłużej, zaczynają boleć. Jeśli myślisz o nich cały dzień, czujesz się sparaliżowany i niezdolny do zrobienia czegokolwiek. Pamiętaj by odłożyć szklankę"
Łatwiej powiedzieć, ale trudniej zrobić. Właśnie w takiej sytuacji się znalazłam. Wiem, że powinnam odłożyć tą szklankę, lecz wcale nie jest to takie proste. Zapominanie jest trudne. Możesz o tym z kimś porozmawiać, ale z niektórych sytuacji po prostu trudno o szybkie i bezbolesne wyjście na prostą. Wydaje mi się, że tu powtarzamy pewien schemat. Rani nas ktoś, stajemy się smutni i zawiedzeni, potem przychodzi nieufność, jeszcze później nowa osoba, która wydaje się inna niż wszystkie, które poznaliśmy, a na końcu scenariusz kończy się tak samo. Odchodzi jak wszystkie inne, które poznaliśmy. Jednakże poza tym są te wyjątkowe, które zostają mimo wszystko.
Monika, Aneta, Asia, Wiktoria, Klaudia i Dominika - dziękuję Wam za wszystko, mimo że może tego zbytnio nie okazuję, ale pisząc ciągle o Was myślę i cieszę się, że Was mam <3
Trzymajcie się,
ELO.
Ja również się cieszę. Serducho mi rośnie jak o mnie wspominasz. Trzymaj się i walcz dalej, potrzebujemy cię <3
OdpowiedzUsuńCóż, nie trudno byłoby nie wspominać, jeśli jesteś ważną osobą w moim życiu. Dziękuję <3 postaram się.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCiężko jest odłożyć szklankę gdy jest się przyzwyczajonym do jej trzymania, jakby mięśnie zastygły w tym ruchu. Ale ja wiem, że ci się uda i nie tylko to zrobić. Będę przy tobie cały czas <3
OdpowiedzUsuńDziękuję Cii <3
UsuńRównież wzruszyłam się, kiedy zobaczyłam swoje imię w tym poście. Pamiętaj, że też jestem zawsze z Tobą - chociaż może nie ciałem, to duchem zawsze! <3
OdpowiedzUsuńI walcz dzielnie. Dasz sobie ze wszystkim radę! :*