Kolejny rozdział przed Wami. Przepraszam za spóźnienie, ale wszystko przez studia i parę innych spraw. Aktualizacja: 25.11.2016 r. Pewnie i tak nic to nie zmieni.
Nastał nowy dzień. Poprzedni pełen wrażeń, ale kolejny musi być lepszy. Meredith już we własnym, nowym łóżku wstała kilka minut przed budzikiem. Jak co drugi dzień, mieszkając jeszcze u babci Sassy, zawsze biegała dystans 10 km w towarzystwie specjalnie dobranej muzyki. W Newell musi ten zwyczaj kontynuować. Zjadła pożywne śniadanie i była gotowa do działania. Jednakże w dalszym ciągu słabo znała okolicę, więc postawiła na siłownię, którą ojciec ma w tym mieszkaniu. Rozpoczęła trening na bieżni biorąc ze sobą butelkę wody i ręcznik.
W tym czasie zawsze próbowała o wszystkim zapomnieć i skupić się tylko i wyłącznie na tym, aby być efektywna przy tak długim biegu. Zawsze jej się to udawało, ale teraz po prostu była przytłoczona tymi wszystkimi nowościami. Postanowiła dzisiaj znowu spróbować zwiedzania miasta na własną rękę, ale już z przygotowanym planem drogi. To dzisiaj zrobię - pomyślała Meredith będąc zmotywowana i gotowa do działania.
Po skończonym treningu wskoczyła pod prysznic, ogarnęła się, ubrała i usiadła przed laptopem. Miała dzisiaj dwa cele. Pierwszy z nich to znalezienie księgarni, w której mogłaby kupić książki z gatunku fantastyki albo kryminału, thrilleru lub horroru. Drugi to pójście do baru Tropicana, w którym pracowała Hayley. Meredith jest smutno, że nie wypiła owocowego drinka, którego nazwy nie pamiętała, ale wyglądał przepysznie. Postanowiła tym razem za niego zapłacić i wypić go w ramach przeprosin za swoje zachowanie. Teraz tylko pozostało ułożyć strategiczną trasę, w której zahaczy o obydwa interesujące ją punkty dnia i może iść.
Wyszukując księgarnie w mieście Newell odnalazła jedną małą na uboczu - księgarnię "Pod Białym Krukiem" . Jej plusem było położenie blisko plaży, więc chciała to wykorzystać. Jak dojdzie do jednego celu, to drugiego z oczu nie straci. Ma tylko nadzieję, że po drodze się nie zgubi, mimo wziętej nawigacji. Zaśmiała się na głos, jakby to był dobry żart, ale w rzeczywistości by tak nie było. Dla innych byłby czymś w rodzaju stwierdzenia syndromu sieroty. Przed wyjściem napisała kartkę, gdyby ojciec wrócił ze swojego wyjazdu szybciej oraz poinformowała telefonicznie Roberta o swoim wyjściu do centrum. Już zaproponował jej swoje towarzystwo, jednakże odmówiła pod pretekstem samodzielności. Nie zadawał więcej pytań za co Meredith była mu naprawdę wdzięczna.
Po raz kolejny Meredith szła tą samą drogą. Wyszła z mieszkania, zamknęła je na klucz, a następnie udała się w stronę windy. Tak wysoko położone mieszkanie nadal robi na niej wrażenie, choć smutno jej mieszkać tu, ponieważ otacza ją pustka. Brakuje jej chociażby małego zwierzątka, które umiliłoby czas. Z powodu zakazu ich przetrzymywania niestety ten pomysł musiała odpuścić. Po długim oczekiwaniu na windę zjechała na dół i wyszła w kierunku miasta.
Znowu mijała uliczki, które chciała zwiedzić. Małe miejsca, które kiedyś na pewno staną się jej skarbem, ale musiały poczekać na odkrycie. Dzisiaj miała inny cel. W tym mieście jest za dużo świateł. Po co to wszystko? - dziwiła się Meredith. - Przecież nie potrzeba ich tu aż tyle. Na wsi nie było takiego problemu. Mieszkanie u babci Sassy miało jednak swoje zalety.
Teraz tylko podróż autobusem oraz metrem i za ponad godzinę będzie na miejscu, a tak przynajmniej twierdziła nawigacja. Na razie Meredith ma za zadanie skupić się na drodze, aby nie zgubić celu. Stanęła przy odpowiednim przystanku i czekała na swój powóz w stronę księgarni. Już nie mogła się doczekać, aby poszerzyć swoją biblioteczkę o parę nowych pozycji różnych gatunkowo - fantastyka, thriller, kryminał albo horror. Na pewno coś z tego wybiorę. Może i odkryję nowego autora, który porwie mnie w swój świat opisany w książce.
Po kilku minutach przyjechał autobus, który miał zawieźć ją w pierwsze miejsce. Wsiadła, wzrokiem poszukała miejsca siedzącego, znalazła, usiadła, założyła słuchawki, włączyła muzykę i otworzyła e-booka. Zaczęła podróż po świecie wykreowanym przez Trudi Canavan - świecie pełnym magów.
30 minut później...
Meredith cudem wysiadła z autobusu, ponieważ było tak gorąco i tłoczno, że nic nie było w stanie uratować jej przed tym. A szkoda. Poza tym tak bardzo wciągnął ją świat magów, że przegapiłaby przystanek, na którym miała wysiadać. Łatwo znalazła metro, które zabierze ją tam, gdzie chce. Wykonała dokładnie te same czynności, jak podczas szukania odpowiedniego przystanku autobusowego łącznie z dalszym czytaniem, choć tym razem starała się być bardziej czujna niż wcześniej.
Zapatrzona w wziętą nawigację z ustawionym adresem księgarni mało co by jej nie ominęła, ale w końcu szczęśliwie dotarła na miejsce.
Spodziewała się takiego małego i kameralnego miejsca, w którym można po prostu zatopić się na całe dnie w tym oceanie pełnym książek. Stare i nowe wydania były ustawione równolegle ze sobą, co tworzyło swojego rodzaju kontrast. Dodatkowo do zakupienia było mnóstwo komiksów czy magazynów o różnej tematyce - sportowej, motoryzacyjnej, komputerowej i wielu innych. Było co tu oglądać, a już sama witryna robiła wrażenie. Eksploracja tej tajemniczej puszczy na pewno będzie ekscytująca.
Otworzyła drzwi i weszła do środka. Ledwo co przekroczyła próg księgarni, a już zdążyła chłonąć jej specyficzny klimat.
- Dzień dobry. Witamy w księgarni "Pod Białym Krukiem". Czy mogę w czymś pomóc? - Odezwał się głos, którego nie potrafiła odnaleźć.
Wydawał się taki bliski, ale jednocześnie daleki. Obojętność wręcz wychodziła z tej osoby, która prawdopodobnie tu pracuje.
Meredith się to nie podobało. Chłopak znudzony przy ladzie coś sobie czyta i nawet nie raczy spojrzeć w stronę klienta. Co za żenada... Tak się przecież nie robi!
-Nie, poradzę sobie.
Po wypowiedzeniu tych słów Meredith poszła w swoją stronę. Mimo wydających się małych rozmiarów z zewnątrz to w środku ilość przestrzeni robiła wrażenie. Ile tu jest tego wszystkiego. Od czego mam zacząć? Szła tylko w sobie znanym kierunku i zaczęła się rozglądać za interesującymi ją pozycjami. Jej oczy świeciły się, gdy widziała dużo tytułów, których nie mogła przywieźć od babci Sassy, ale na pewno wróci do niej i część z nich tu przywiezie, bo tego jej brakuje. Meredith postanowiła jakoś to ogarnąć, choć jeszcze nie miała pomysłu jak.
Zwykły dzień w księgarni, jak każdy inny. Rozpoczęcie dnia. Otwarcie kasy. Ogarnięcie miejsca pracy. Wszystko toczyło się we własnym rytmie, nad którym panował on - Cameron Collins. Zaczęło się od tego, że jego dziadek otworzył tą małą księgarnię, która miała coś, czego inne nie posiadały - charakteru i starych książek oraz magazynów, które kogoś mogły zainteresować. Mały ruch, ale stali klienci przychodzili zawsze. Cameron pracując tu już cztery lata rozpoznawał ich i wiedział to, czego mogli chcieć. Dziadek od momentu wypadku samochodowego nie był w stanie prowadzić tego interesu, więc powierzył go tacie Camerona, a w przyszłości miał przejąc to właśnie Cameron. Jednakże zapewnienia jego ojca i aspiracje syna totalnie się ze sobą nie pokrywały. Jego rodzice nie chcieli mieć nic wspólnego z tą księgarnią i po prostu ją zamknąć, ale Cameron był innego zdania. Mimo tego, że książki niezbyt go interesowały to ta księgarnia była czymś w rodzaju daru, pamiątki po dziadku, której nie należało nikomu oddawać, kto nie jest w rodzinie. Będzie jej bronić i nie odpuści.
Jednakże ten dzień był inny. Zaskoczyło go to, że przyszedł ktoś, kogo zupełnie nie znał. Była to dziewczyna. Pewnie nowa w mieście i wszystkiego nie widziała. Teraz ogranicza mnie tylko pozycja - księgarz i klient. Szkoda, ale może do niej zagadam - pomyślał Cameron, co nie było w ogóle złą wizją. Jednakże było w niej coś, co go ciągnęło w jej stronę, ale jeszcze nie wiedział co. Poza tym odpowiedziała mu tak samo, jak on sam. Co jest?Szedł w jej stronę, ale to co zobaczył było niezwykle ujmujące. Ona wśród książek. Taka mała, a tyle znalazła i łapczywie przeglądała w poszukiwaniu interesujących ją pozycji. Otoczona różnego rozmiaru i objętości dziełami wyglądała jak poszukiwacz nieznanych zakątków świata. Nigdy nie widziałem kogoś tak zafascynowanego książkami. Ona chłonęła je jak szalona. Dość szybko przeglądała stronice i odrzucała to, co wydawało się mało interesujące lub niepotrzebne. Marszczyła też przy tym brwi, kiedy się nad czymś usilnie zastanawiała, co wydawało się śmiesznym tikiem dla Camerona. Nie miał serca jej przeszkadzać, ale postanowił jednak to uczynić. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu nie czuł potrzeby dbania o kogokolwiek innego niż o samego siebie. Lubię się zaskakiwać. Dalej Cameron, nie zepsuj tego. Postanowił przerwać dziewczynie to co, w tej chwili robiła.
- Może w czymś pomóc? Będzie szybciej, jeśli sprawdzę w naszej bazie, czy dany tytuł jest czy go nie ma.
Cameron miał wrażenie, że go ignoruje. Ona kompletnie go nie słyszała. Niesamowite, ktoś mnie zignorował. MNIE?! - Zirytowany Cameron to było łagodne określenie. On był zdenerwowany całym tym zajściem. Chce jej pomóc, ale dziewczyna po prostu ma go w głębokim poważaniu. Nikt nie zbywa Camerona Collinsa, a na pewno nie na jego zmianie!
Z jednej strony za takie zachowanie miał ochotę ją znienawidzić, tak z drugiej zazdrościł jej takiej swobody, wolności i pełnego zanurzenia w czymś tak bardzo, że człowiek brnie w to dalej i dalej, a przestać nie potrafi. Sam chciałby coś takiego znaleźć. Oprócz surfowania wśród dzikich fal oraz imprez ze znajomymi nie miał nic. Jego osoba była zbudowana tylko na pozorach. Ułożony, popularny i studiujący to, co chcieli rodzice chłopak. Nigdy nie wykonywał tego, co mogłoby się narazić na gniew jego rodzicieli, którzy jedyną rzecz, jaką się interesował, czyli surfing chcieli odebrać. Mógł trenować, ale tylko pod warunkiem utrzymania dobrych ocen i stypendium. Jednakże ta sytuacja, której był teraz świadkiem po prostu bardzo go ujęła za serce. Nigdy nie miał takich ogników w oczach, gdy coś go interesowało. Udzielając się w tej księgarni odczuwał ulgę i spokój, że nie musi od razu wracać do domu. Wtedy mógł zakosztować trochę wolności i swobody. Ojciec i tak tu nie przychodził i nie dbał o interes, który zostawił mu dziadek, ale nie miał skrupułów, aby jeszcze zrzucić na niego większość obowiązków. Jednakże teraz Cameron to doceniał i dziękował, że tak się stało. Dzięki małemu ruchowi i kameralności zyskał nowe miejsce do nauki, dzięki czemu rodzice nie mieli się do czego przyczepić.
Z zamyśleń wyrwał go głos nieznajomej:
- To będzie wszystko. Czy mogę przejść do kasy i zapłacić za te książki? - powiedziała niepewnie, jakby była w każdej chwili gotowa do ucieczki. Dziwna z niej istota. Nienaturalna i inna - pomyślał Cameron, ale zastanawianie się nad tą sprawą musiał zostawić na później.
- Tak, oczywiście. Proszę za mną.
Cameron był tak przejęty, że zapomniał wziąć od niej te wszystkie książki i pomóc nieść. Teraz czuł się z tym naprawdę głupio. Nabijał kody tych pozycji jeden po drugim, a było tego dość sporo.
- Płaci Pani 65 dolarów - podała mu banknot o wartości 100 dolarów. Cameron nie był pewny czy będzie miał jej jak wydać resztę, ponieważ był to mały interes, więc przepływ różnej wartości banknotów był znikomy, ale musiał coś zrobić. Jakimś cudem znalazł pieniądze i dał jej 35 dolarów.
Przyjęła je, schowała do portfela i podziękowała za spakowanie książek do reklamówki.
Kiedy wychodziła coś go natchnęło, aby za nią pójść.
- Hej, poczekaj!- krzyknął Cameron za dziewczyną, a ona stanęła jakby zamarła ze strachu. Nie rozumiał tego. - Nazywam się Cameron Collins, a ty?
Stała do niego plecami, a mimo to, wyciągnął do niej rękę i czekał na reakcję. Ona jakby zastanawiała się jak szybko pozbyć się człowieka, który za nią stoi albo jak udawać, że wcale nie wzruszyło ją spotkanie z kimkolwiek.
Ale cud się wydarzył i dziewczyna się odwróciła. Najpierw popatrzyła Cameronowi w oczy, ale na krótko, bo wydają się one przenikliwe, co powoduje brak chęci podtrzymywania kontaktu wzrokowego dłużej niż kilka sekund.
- Meredith. Miło poznać, ale ja już muszę iść. Cześć!
-Ale zaczekaj... nie powinnaś iść sama. Późno i w ogóle i autobusy czy tramwaje mogłyby o tych godzinach nie przyjechać.
-Nic mi nie będzie. To cześć!
Opuściła szybko księgarnię "Pod Białym Krukiem", aby tylko nie wdawać się w jakieś relacje, a tym bardziej z facetami. To zawsze źle się kończy.
Taką osobą była Meredith.
Dziwna, ale niezwykła zarazem - pomyślał Cameron wchodząc zmęczony do księgarni, choć nic nadzwyczajnego nie zrobił. To po prostu samo przyszło, a dzień toczył się dalej.
Meredith - ładne imię.
Ale co się kryje za nim?
Co się stanie dalej?
O tym w następnym rozdziale.
Trzymajcie się,
ELO.
czekam na ciąg dalszy... niecierpliwie :D <3
OdpowiedzUsuń